niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 6

 Zabrzmię idiotycznie, ale nawet nie przestraszyłam się tym sms. Gościu trafi za kratki i dobrze mu tak! O 13:00 dostałam wypis. Rodzice mieli po mnie przyjechać, ale ja cicho liczyłam, że jednak będzie to Harry. Dobra, nie będę udawać, zależy mi na nim. Ale ten szpital jest punktualny, równo o 12:59 wygonili mnie ze swojej sali. Oczywiście, moi rodzice nie mogli przyjechać. Nie, bo po co! Lepiej porzućmy ją na pastwę chorych ludzi w szpitalu! Niech się tłoczy w tym ciasnym korytarzu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam na tym krzesełku.

HARRY

Krew się we mnie gotuje. Ja pierdziele, co to ma być? Właśnie się dowiedziałem, że gwałciciel Rose nie trafi do więzienia. Gdybym mógł, zatłuk bym go na śmierć. Najlepiej zaraz. Jednak nie mogę. Mój menager kategorycznie kazał mi się w to nie mieszać. Niech się odpieprzy. Czy on nie rozumie, że kariera nie jest najważniejsza? Zwolnił bym go jeszcze dziś, ale nie mogę. Jest za dobry w swoim fachu. Stwierdziłem, że wpadnę do Rose. Wsiadłem do mojego volvo i jechałem szybko. Troszeczkę za szybko, jak na prawo. Na szczęście nigdzie nie było radarów. Zaparkowałem przed domem Rose i zadzwoniłem dzwonkiem. Rozległo się głośnie : Bim - bam - bom. Otworzyła jej mama, pani Amber. Zapomniałem, że ona mieszka z rodzicami! Trzeba to będzie zmienić. Wpuściła mnie z uśmiechem, przypominając tylko, abym zdjął buty, bo podłoga była myta. Zrobiłem jak kazała. Od razu wbiegłem po drewnianych schodach na górę. Zastałem ją drzemiącą na poduszce. Usiadłem koło niej i delikatnie zaczesałem jej włosy do tyłu. Wyglądała jak aniołek. Tak ślicznie i niewinnie. Nagle się obudziła.
 
ROSE

Obudziłam się i zobaczyłam go. Serce od razu zabiło mi szybciej. Oczywiście, nie mogłam mu dać tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się tylko promiennie i przywitałam go najprzyjaźniej jak umiałam. Ten w odpowiedzi zaśmiał się i odpowiedział mi krótkim "Hej!". Pogawędziliśmy chwilę, gdy ten nagle zapytał :
- Rose, jutro jest impreza. Taka mega ważna. Cały show biznes na niej będzie. Czy zechciałabyś zostać moją osobą towarzyszącą?
- Oczywiście. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się promiennie. Harry nachylił się i pocałował mnie w... policzek. Dobre i to. Tylko w co ja się ubiorę?

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 5

Obudziłam się w białej sali szpitalnej. Za białej, jak na mój gust. Ciało miałam lekko posiniaczone. Rozejrzałam się wokół, szukając czegoś znajomego, jakiegoś punktu zaczepienia. Nic. Kompletna pustka. Zaraz, dlaczego ja trafiłam do szpitala?!?! Czemu nic nie pamiętam? Nagle wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Zdrada przyjaciela. Pobicie. Próba gwałtu. Łzy napłynęły mi do oczu. Nagle usłyszałam cichutki klik. Odwróciłam głowę w kierunku drzwi. Oczywiście, kto musiał akurat przyjść? Harry. Ten udający mojego przyjaciela gość, niby zatroskany, podszedł do mnie spytaniem "jak się czuję?". Nie zamierzałam odpowiadać, nie teraz.

HARRY

Przypilnowałem tego gnoja, aby trafił tam, gdzie jego miejsce. Za kratami mam nadzieję, że zdechnie. Po tym co uczynił, należy mu się to  w 100%. Od razu pojechałem do szpitala, tam gdzie aktualnie znajduje się Rose. Boję się, czy ta parszywa kupa gnoju jej czegoś nie naopowiadała. Po wielu latach znajomości jako przyjaciele, chciałbym wejść na nowy stopień. Na jutro zaplanowałem romantyczną kolację, ale po takich przeżyciach, pewnie Rose nie zechce. Bez pukania otworzyłem drzwi i cichutko wszedłem do jej izolatki. Ona siedziała na łóżku cała zapłakana. Podbiegłem do niej i zapytałem "jak się czujesz?", ale odpowiedzi nie dostałem. Nie wiedziałem co zrobić, postawiłem więc na serce. Delikatnie przytuliłem Rose, aby dodać jej otuchy. Ta jednak tego nie chciała. Smutny odsunąłem się od niej.

 ROSE

- ODSUŃ SIĘ ODE MNIE! - warknęłam. Nie chciałam go znać, widzieć, a co dopiero przytulać! 
- Najpierw opowiadasz jakiejś dziewczynie, że spędzasz ze mną czas, tylko przez rodziców, że jestem wieśniakiem, a teraz co? Próbujesz udawać moją bliską osobę. Dałam ci szansę, którą skopałeś! NIE CHCĘ CIEBIE ZNAĆ! - wrzasnęłam i zaniosłam się płaczem. Harry najpierw ze smutnego, zmienił się na wściekłego.
- To ci ten gnojek naopowiadał? - zapytał po chwili.
- Tak. Ale nie bój się, on to miał nagrane. Rozpoznałam twój głos. - syknęłam w odpowiedzi. 
- Rose, posłuchaj. Ten gościu to Adam Leben. 
- O, czyli twój znajomy! Może zaraz mi powiesz, że ma do ciebie wpaść na herbatkę za godzinę?
- Nie! On jest słynnym hakerem. Przekręca wszystkie wypowiedzi sławniejszych osób. Nasza rozmowa wcale tak nie wyglądała! On chciał tobą manipulować.
- Skąd mam mieć taką pewność?
- Bo nigdy bym tak nie powiedział.
- Ta jasne. - mruknęłam. Harry, swoją wielką dłonią, delikatnie podniósł mój podbródek, abym patrzyła mu w oczy.
- Nie powiedziałbym tak, ponieważ zależy mi na tobie. - och, co za piękna scena. Niestety przerwał ją Sms :

OD : NIEZNANE
Popamiętasz mnie. Ze mną się nie zadziera. 

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 4

Poczułam, że coś, a raczej ktoś, mnie niesie. Otworzyłam oczy i przypomniałam sobie, co takiego się wydarzyło. Zostałam porwana ! Tylko dlaczego akurat ja? Tajemniczy mężczyzna zaniósł mnie do piwnicy jakiegoś domu, gdzie stało tylko jedno krzesło. Bezceremonialnie mnie na nie rzucił. Do oczu napłynęły mi łzy. Co jeżeli to ostatnie godziny mojego życia? Ja nie chcę umierać! Nie teraz! Mężczyzna spojrzał na mnie złowieszczo i powiedział :
- Pewnie  zastanawiasz się, dlaczego tu jesteś. - pokiwałam w odpowiedzi głową, bo usta nadal miałam związane.
- Mam przyjaciółkę, która zaprzyjaźniła się z Harrym. Tak, on opowiadał o tobie. Albo wiesz co? Nagrałem ci, co on mówił podczas jednej z kolacji u mojej znajomej. - mężczyzna oddalił się trochę, tylko na chwilkę. Po dosłownie sekundzie wrócił ze srebrnym magnetofonem. Nie ruszałam się z miejsca. Niech się dzieję, co chce. Nagle jakby w ciemności uniósł się głos Harrego. Słychać było, że wcześniej napił się czegoś mocnego, bo lekko przeciągał. Ta zdzira to wykorzystała.

Ona : Harry, popraw loczki, bo spadają ci na oczy. Powiedz mi, dlaczego chcesz jechać akurat na wakacje do takiej wsi?
Harry : Bo wakacje, to rodzinyyy czassss.
O : Masz tam kogoś z rodziny? Myślałam, że wszyscy się wyprowadzili.
H : Nibyyy nie, ale chcę odwiedzić Rossssse.
O : Kto to Rose?
H : Przyjaciółka z dzieciństwa.
O : A ty ją lubisz lubisz, czy tylko lubisz?
H : Lubię lubię tylko ciebie, ona jest wieśniakiem. Prawda jest taka, że rodzice każą mi się z nią spotkać.
O : Lubisz lubisz mnie?
H : Tak

Ostatnie słowo, tak jakby zawisło w powietrzu. Aha, czyli nazwał mnie wieśniakiem. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się strasznie przykro. Do oczu napłynęły mi łzy. Ten gościu to wykorzystał, aby spróbować się do mnie dostać. Spytał przekonującym głosem :

- Wiesz, możesz się na nim zemścić. Chcesz? Wystarczy, że wydasz jego jakiś mały sekrecik i już. To co, wydasz go? - zapytał mnie. Burknęłam coś do chusty, bo jak mam niby gadać z zakneblowanymi ustami?
Na szczęście się zorientował. Jednych ruchem, boleśnie zdarł mi z usta taśmę.
- Teraz gadaj! - zawarczał na mnie.
- Wolałabym umrzeć! - krzyknęłam do niego, co chyba było głupotą z mojej strony. Mojego prześladowcę tylko bardziej to zezłościło.
- Przegięłaś ! Twój problem. Nie jesteś mi już do niczego potrzebna. Coś chcesz powiedzieć? Lepiej się przygotuj, bo to ostatnie słowa w twoim życiu. Albo wiesz co? Najpierw się zabawimy. - powiedział z obleśnym uśmiechem na twarzy. Podszedł do mnie i zaczął ściągać ze mnie ciuchy. Próbowałam kopać, wierciłam się, ale to go bardziej rozjuszyło . Zaczął całować mnie namiętniej. Wtedy usłyszałam klik zamka.

HARRY

Wróciłem z drinkiem na parkiet. Miałem już go podać Rose, tylko był jeden problem. Rose gdzieś zniknęła! Pierwsze co zrobiłem, to podbiegłem do Zayna i Perri, dowiedzieć się czy jej nie widzieli. Oboje pokręcili przecząco głową. Oddałem im nasze drinki i zacząłem latać, pytając każdego, czy nie widział słodkiej, średniego wzrostu, dziewczyny z krótkimi włosami. Nikt nie umiał mi odpowiedzieć, gdzie poszła! Nagle komórka zabrzęczała w mojej kieszeni. Ktoś ma tupet! W takim momencie nikt nie powinien pisać, tylko tego mi brakowało. Odruchowo odblokowałem smartfona. Ktoś z nieznanego numeru wysłał mi jakiś adres. Miałem złe przeczucia, że to właśnie tam, jest Rose. Szybko wybiegłem z pubu i kazałem szoferowi zawieść się pod podany adres. Cicho wszedłem do tego domu, bo drzwi były uchylone. Nikogo nie było w salonie i kuchni, za to jakieś szmery dobiegały z piwnicy. Stwierdziłem, że muszę się udać właśnie w tamtym kierunku. Drzwi do tajemniczego pomieszczenia były zamknięte na klucz. Na szczęście dały się łatwo wyważyć. To co zauważyłem w środku, przeszło moje najszczersze lęki. Rose siedziała goła, na byle jakim stołku. Jak nic ten gościu ją molestował. Spojrzała na mnie oczami pełnymi bólu. Wstąpił we mnie jakiś demon. Od razu podbiegłem i z całej siły walnąłem gościa w twarz. Usłyszałem trzask. Nos złamany. Jeszcze jeden cios i gościu stracił przytomność. Podałem Rose bluzkę i kiedy ją nałożyła, wziąłem ją na ręce i wybiegłem z tego domu. Włożyłem ją do limuzyny, karząc szoferowi jechać do szpitala, a sam zadzwoniłem na policję. Ktoś musiał dopilnować, aby ten gwałciciel trafił tam, gdzie jego miejsce.

Rozdział 3

Nareszcie wrócił mój Harry! Nic się nie zmienił - może trochę z wyglądu. Wydoroślał, co widać i czuć. Ogarnęłam trochę salon, aby było gdzie usiąść. Hazza jak zwykle wybrał drewniany fotel, taki bujany i jak dla dziadka, bo miał do niego sentyment. To na nim rozwiązał zadanie z matematyki, którego ja nie dałam rady nawet zacząć. A on się tym faktem bardzo ucieszył. Opowiadał mi też o swoim życiu. Ja nie mam telewizora, ani komputera, więc musiał mi wszystko dokładnie streścić. Jak zahipnotyzowana słuchałam o x-faktorze, koncertach, studiach nagraniowych i oczywiście ściankach! Oj, jakbym ja chciała tak żyć. Dowiedziałam się, że został liderem zespołu One Dircetion, czemu się wcale nie dziwię. Zawsze miał dryg do rządzenia, co wykorzystywał na mnie. Harry ze smutkiem oznajmił mi, że robią z niego kobieciarza, tak o, do kamer. Powiedziałam mu, że to jest cenna sławy. Nagle Hazza zapytał co tam u mnie. Prawdę mówiąc zawiesiłam się trochę, bo co miałam odpowiedzieć? Zagarnęłam jednym ruchem kosmyki włosów za ucho i zaczęłam opowiadać. W momencie kiedy wyjechał, wpadłam w ciężką depresję. Okaleczałam się. Płakałam. Schudłam 10 kg, co było jedynym plusem. Po jakimś czasie, ogarnęłam się trochę. Zaczęłam chodzić do psychologa, o wdzięcznym nazwisku Lord. Zostałam najlepszą uczennicą, bo co innego oprócz nauki mi zostało? Upatrzyłam sobie już mieszkanie, do którego zamierzam się przeprowadzić, ale najpierw musi mnie stać na czynsz. I tyle. Dodałam, że chcę zostać pediatrą. On grzecznie wszystkiego wysłuchał i nawet udawał, że go to nie nudzi. Po chwili ocknął się i zapytał:

- A jak tam twoje życie uczuciowe?

Co miałam mu odpowiedzieć : "nie jestem gotowa na związki", "nie znalazłam jedynego"?
Wszystko brzmi jak z durnej telenoweli. No dobrze, kilku chłopaków się obok mnie kręciło. Czasami niektórzy chcieli mój numer, czasami były randki. Ale to nie były poważne związki. Odpowiedziałam, że słabo i stoi w miejscu. On tylko się zaśmiał.  Cały on! U innych nazwałabym to chamstwem, ale nie u niego. Harry takie radosny zapytał mnie, czy nie chcę iść dzisiaj z nim na dyskotekę. Nie chciałam, ale się zgodziłam. Powiedział, że wróci po mnie o dwudziestej. Miałam jeszcze godzinę. Szybko pobiegłam na górę, znalazłam czarną, skórzaną spódnicę, do tego top na ramiączkach. I gotowe. Stwierdziłam, że włosy upnę w kok, który świetnie będzie wyglądać z bandamką. Co do butów, wybrałam pierwsze lepsze kolorystycznie trampki. Umalowałam się delikatnie, bo po co się stroić? I tak nie znajdę tam nikogo fajnego. Punktualnie o 20:00 pod mój dom podjechała limuzyna. Wsiadłam do niej zaskoczona i zajęłam miejsce obok Harrego.
Ten mi uśmiechnięty wszystkich przedstawił. Mulat to Zayn, któremu towarzyszyła jego piękna dziewczyna Perri. Blondynek to Niall, który jest aktualnie singlem. Louis, który zgadłam, że jest najstarszy coś czuję, że też nie ma dziewczyny. No i Liam. Jest on bardzo miły, oraz zajęty, ale jego ukochana nie mogła tu przyjechać. Kiedy Harry powiedział " To jest Rose", wszyscy równocześnie powiedzieli : ,,Aha! Czyli to o niej tyle opowiadałeś!". Pochlebiło to mi, co można było zauważyć, ponieważ się zarumieniłam. Nareszcie dojechaliśmy na miejsce. Pub był taki sobie. Cuchnęło w nim, a oprócz tego wszędzie byli już nadpici goście. Usiadłam z innymi przy stole, w rogu sali. Od razu Zayn poleciał po drinka dla wszystkich, co przyjęłam z niesmakiem. Nie lubię pić i tyle. Dobrze, może picie mi nie przeszkadza, bardziej boję się kaca.
Zayn wrócił szybko, niosąc każdemu kolorowego drinka z parasolką. Hmm.. był nawet dobry. Niall od razu potem podszedł do grupki jakiś innych dziewczyn, które gapiły się na nasz stolik i zaprosił najładniejszą z nich do tańca. Liam powiedział, że on ma dziewczynę i woli pilnować naszych drinków niż tańczyć. Perri namiętnie pocałowała Zayna, co chyba miało znaczyć "my też mamy iść!". On to zrozumiał, no i poszli. Siedziałam tam z Harrym i Liamem w niezręcznej sytuacji. Wspaniałomyślnie odezwałam się do Hazzy:
- Jeżeli chcesz, to idź zatańczyć z tamtymi dziewczynami. Ta cycasta blondynka ślini się do ciebie.
- Właśnie stwierdziłem, że zbiorę się na odwagę i zaproszę najładniejszą dziewczynę w pubie do tańca. - powiedział po czym wstał i gdzieś poszedł. Zostałam sama z Liamem. Wyjęłam mojego smartfona, gdy nagle poczułam czyjś oddech na karku. Odwróciłam szybko głowę, za szybko. Przez ten mój ruch karate-ruch walnęłam z całej siły Harrego głową w głowę. Ten się tylko zaśmiał i powiedział :
- No więc jestem. Przyszedłem poprosić najładniejszą dziewoję do tańca. - powiedział po czym elegancko się schylił i pocałowałam mnie w rękę. Uśmiechnęłam się i powiedziałam :
- Z przyjemnością, paniczu.
Tańczyło nam się nieźle. Wiecie, szybkie tańce to i można stać daleko od siebie. Ale DJ jak na złość, zaczął puszczać te nieco wolniejsze utwory. Przytuliłam się do Harrego i tańczyliśmy. Nagle on powiedział, że idzie po drinka. Zostałam więc sama na środku parkietu. Nagle ktoś mnie złapał i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia. Chciałam krzyczeć, ale zasłonił mi buzię. Związał mi ręce i nogi, a później wrzucił do bagażnika. Dostałam chyba czymś ciężkim w głowę, bo usłyszałam głos Harrego, który mnie szuka, a później była już tylko ciemność.


Proszę o komentarze jeżeli to przeczytaliście :)! Zostawcie po sobie ślad ^^xoxoxo autorka

Rozdział 2

- Puść mnie! - wysyczałam.
- Rose, proszę! Daj mi dojść do słowa. Chcę to wszystko wytłumaczyć. - powiedział Harry jak zwykle czarująco. Cały on. Nie zmienił się za bardzo przez te ostatnie cztery lata.
- Nie zamierzam dawać ci kolejnej szansy. Bo po co ci ona? Traktowałam ciebie jako najlepszego przyjaciela, a ty, kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia, wyjechałeś! Bez uprzedzenia! - powiedziałam, próbując powstrzymać łamiący się głos. Rękawem otarłam łzy, które jak na złość, zaczęły spływać mi po policzkach.
- Rose, zrozum. Miałem wielką szansę, którą wykorzystałem. Razem z chłopakami tworzymy zespół, który ludzie na całym świecie słuchają ! Nie chciałem, żeby to zabrzmiało, że kariera jest ważniejsza od ciebie, ale...
- Zabrzmiało. Harry, spoko. Teraz mnie to nie obchodzi. Z depresji już się wyleczyłam. Przepraszam, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Ostatnim razem wszystko spieprzyłeś i coś czuję, że tym razem też spieprzysz. Pozwól mi zapomnieć. - powiedziałam patrząc mu w oczy. Zauważyłam w nich smutek i żal. Nagle jego ucisk się rozluźnił, co ja wykorzystałam i uciekłam. Wróciłam do domu i położyłam się na kanapie. Naszła mnie ochota na obejrzenie filmów z mojego dzieciństwa. Znalazłam stare kasety z roku 2002. Miałam wtedy sześć lat. Wybrałam pierwsze lepsze z brzegu. Trafiłam na zakończenie przedszkola. Dobre i to. Nagle, kiedy dyrektora dawała mi certyfikat ukończenia przedszkola, rozległy się oklaski na sali. Tata najechał kamerą na Niego. Tak, Harry też tam był i klaskał najgłośniej. Do moich oczu napłynęły łzy. Czego się spodziewałam? Całe moje dzieciństwo było związane właśnie z nim. Najlepszy przyjaciel, który nigdy miał mnie nie porzucić. Filmik dobiegł końca. Nagle włączył się kolejny, z tego samego roku. Oboje siedzieliśmy w piaskownicy, która znajdowała się przed moim domem. Z powagą w oczach spytałam Harrego "Harry, wyjdziesz za mnie?". Miałam wtedy fazę na wszystkie romantyki (czyli bajki o księżniczkach). Harry spojrzał się na mnie, po czym się uśmiechnął, pokazując światu swoje boskie dołeczki. Odpowiedział na moje pytanie '' Tak Rose. Wyjdziemy .". Filmik dobiegł końca. Włączył się następny. Ten był z 2005. Miałam wtedy już dziewięć lat, a on jedenaście. Siedzieliśmy obok siebie na ławce w parku recytując jakąś głupią rymowankę. Wróciły wspomnienia. Stwierdziłam jedną rzecz. Harry nadal jest dla mnie bardzo ważny. W tym samym momencie, kiedy o tym pomyślałam, zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a tam stał Harry z pięknym bukietem róż.
- Przepraszam. - wyszeptał.
Nic więcej nie myśląc podeszłam do niego i go przytuliłam.

czwartek, 14 sierpnia 2014

rozdział 1

Jak codziennie, musiałam zwlec się z łóżka  o 6:30. Co z tego, że są aktualnie wakacje? To nie dla mnie. Może ktoś, kto ma bogatych rodziców wiąże ten czas z leżeniem do góry brzuchem, chodzeniem na plaże i opalaniem się. Ja mam troszeczkę inaczej. Leżę do góry brzuchem o 18:30, kiedy to jestem już  po pracy. Tak, właśnie pracuję. Jestem kelnerką i sprzątaczką w jednym z pobliskich barów. Tylko ta posada była wolna. Nie mogę wybrzydzać, nie stać mnie na to. Znaczy stać, ale to skomplikowane i poplątane. Mój tata jest wysoce cenionym fizykiem, a mama pracuje w banku. W domu mam wszystko, co jest potrzebne do przeżycia. Ale ja chcę w końcu "opuścić klatkę", jak to zrobili moi znajomi. Chcę w życiu coś osiągnąć. Moim największym marzeniem jest grać w filmach, ale nie takich byle jakich. Wolę produkcje z... rozmachem. Jednak niewielu to się udaję. Moim planem "b" jest medycyna. Dokładnie pediatria, bo kocham dzieci, jednak swoich mieć nie chcę. Może to dlatego, bo nie spotkałam tego jedynego? Prawdę mówiąc, nie wierzę w to, że w ogóle go spotkam, więc szykuję się na wyjście "c", czyli zostać starą panią z dziesiątką psów rasy obojętnej. Tylko by nie były hałaśliwe! Czesząc moje włosy do ramion, spojrzałam ukradkiem na zegarek. No pięknie, znowu się spóźniłam! Pobiegłam szybko do mojej pracy. Oczywiście witając się z szefem musiałam użyć firmowego uśmiechu numer trzy. Czyli takiego mocno od niechcenia. Dzień zapowiadał się normalnie. Jak zwykle wyszorowałam podłogę, obsługiwałam klientów, pomogłam przy rozpakowywaniu towarów. Dostałam nawet napiwek w wysokości 6$, co przeznaczę najprawdopodobniej na nową bluzkę, bo już nie mam w czym chodzić. Nareszcie była chwila wytchnienia! Usiadłam za blatem i wyciągnęłam z szuflady starą książkę. Miała ona bardzo poniszczoną okładkę, a kartki żółte jak ser. Akurat, kiedy główny bohater, miał oświadczyć się swojej ukochanej, jakaś grupa weszła do środka. Podniosła wzrok z nad stronic powieści i już chciałam krzyczeć, aby byli ciszej, kiedy zobaczyłam Go wśród innych. Jako jedyny miał niesforne brązowe loczki. Towarzyszyli mu jeszcze czterej inni mężczyźni. Jeden wyglądał jak aniołek, z tymi swoimi blond włosami, mulat sprawiał wrażenie macho, kolejny brunet, który wydawał się być najstarszy, oraz szatyn nie wyróżniający się z tłumu. Każdy miał na sobie drogie okulary słoneczne, które pewnie kosztowały więcej, niż ja dostaję za miesiąc pracy tutaj. Oprzytomniałam trochę i zwięzłym krokiem podeszłam do ich stolika. Przywitałam się z nimi, podałam im menu, poleciłam danie dnia i spokojnie zaczęłam zmierzać w kierunku mojego stanowiska przy biurku, kiedy odezwał się do mnie ten chłopak z loczkami. Spytał mnie tylko, czy mieszkam tu od urodzenia. Dziwne pytanie. Zazwyczaj ludzi bardziej interesuję, którędy do toalety, a nie moją biografia. Grzecznie dygnęłam i odpowiedziałam, że tak. Robota wykonana. Ten tajemniczy chłopak nie spuszczał ze mnie oczu, nawet kiedy czytałam. Co może być we mnie ciekawego? Po godzinie wszyscy oni skończyli już jeść i dobrze, bo za pięć minut do pubu przychodziła największa melanżeria. Szybko się przebrałam w moje domowe ubrania i kiedy miałam już wyjść, ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam głowę, aby zobaczyć kto ingeruje w moje prywatne życie. Zauważyłam tego chłopaka z loczkami. Spojrzał się na mnie i cicho powiedział:
- Rose? 
- Skąd znasz moje imię? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie pamiętasz mnie? To ja, Harry. - I przez to krótkie zdanie, wszystkie bolące mnie wspomnienia odżyły.