niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 6

 Zabrzmię idiotycznie, ale nawet nie przestraszyłam się tym sms. Gościu trafi za kratki i dobrze mu tak! O 13:00 dostałam wypis. Rodzice mieli po mnie przyjechać, ale ja cicho liczyłam, że jednak będzie to Harry. Dobra, nie będę udawać, zależy mi na nim. Ale ten szpital jest punktualny, równo o 12:59 wygonili mnie ze swojej sali. Oczywiście, moi rodzice nie mogli przyjechać. Nie, bo po co! Lepiej porzućmy ją na pastwę chorych ludzi w szpitalu! Niech się tłoczy w tym ciasnym korytarzu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam na tym krzesełku.

HARRY

Krew się we mnie gotuje. Ja pierdziele, co to ma być? Właśnie się dowiedziałem, że gwałciciel Rose nie trafi do więzienia. Gdybym mógł, zatłuk bym go na śmierć. Najlepiej zaraz. Jednak nie mogę. Mój menager kategorycznie kazał mi się w to nie mieszać. Niech się odpieprzy. Czy on nie rozumie, że kariera nie jest najważniejsza? Zwolnił bym go jeszcze dziś, ale nie mogę. Jest za dobry w swoim fachu. Stwierdziłem, że wpadnę do Rose. Wsiadłem do mojego volvo i jechałem szybko. Troszeczkę za szybko, jak na prawo. Na szczęście nigdzie nie było radarów. Zaparkowałem przed domem Rose i zadzwoniłem dzwonkiem. Rozległo się głośnie : Bim - bam - bom. Otworzyła jej mama, pani Amber. Zapomniałem, że ona mieszka z rodzicami! Trzeba to będzie zmienić. Wpuściła mnie z uśmiechem, przypominając tylko, abym zdjął buty, bo podłoga była myta. Zrobiłem jak kazała. Od razu wbiegłem po drewnianych schodach na górę. Zastałem ją drzemiącą na poduszce. Usiadłem koło niej i delikatnie zaczesałem jej włosy do tyłu. Wyglądała jak aniołek. Tak ślicznie i niewinnie. Nagle się obudziła.
 
ROSE

Obudziłam się i zobaczyłam go. Serce od razu zabiło mi szybciej. Oczywiście, nie mogłam mu dać tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się tylko promiennie i przywitałam go najprzyjaźniej jak umiałam. Ten w odpowiedzi zaśmiał się i odpowiedział mi krótkim "Hej!". Pogawędziliśmy chwilę, gdy ten nagle zapytał :
- Rose, jutro jest impreza. Taka mega ważna. Cały show biznes na niej będzie. Czy zechciałabyś zostać moją osobą towarzyszącą?
- Oczywiście. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się promiennie. Harry nachylił się i pocałował mnie w... policzek. Dobre i to. Tylko w co ja się ubiorę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz