Jak codziennie, musiałam zwlec się z łóżka o 6:30. Co z tego, że są aktualnie wakacje? To nie dla mnie. Może ktoś, kto ma bogatych rodziców wiąże ten czas z leżeniem do góry brzuchem, chodzeniem na plaże i opalaniem się. Ja mam troszeczkę inaczej. Leżę do góry brzuchem o 18:30, kiedy to jestem już po pracy. Tak, właśnie pracuję. Jestem kelnerką i sprzątaczką w jednym z pobliskich barów. Tylko ta posada była wolna. Nie mogę wybrzydzać, nie stać mnie na to. Znaczy stać, ale to skomplikowane i poplątane. Mój tata jest wysoce cenionym fizykiem, a mama pracuje w banku. W domu mam wszystko, co jest potrzebne do przeżycia. Ale ja chcę w końcu "opuścić klatkę", jak to zrobili moi znajomi. Chcę w życiu coś osiągnąć. Moim największym marzeniem jest grać w filmach, ale nie takich byle jakich. Wolę produkcje z... rozmachem. Jednak niewielu to się udaję. Moim planem "b" jest medycyna. Dokładnie pediatria, bo kocham dzieci, jednak swoich mieć nie chcę. Może to dlatego, bo nie spotkałam tego jedynego? Prawdę mówiąc, nie wierzę w to, że w ogóle go spotkam, więc szykuję się na wyjście "c", czyli zostać starą panią z dziesiątką psów rasy obojętnej. Tylko by nie były hałaśliwe! Czesząc moje włosy do ramion, spojrzałam ukradkiem na zegarek. No pięknie, znowu się spóźniłam! Pobiegłam szybko do mojej pracy. Oczywiście witając się z szefem musiałam użyć firmowego uśmiechu numer trzy. Czyli takiego mocno od niechcenia. Dzień zapowiadał się normalnie. Jak zwykle wyszorowałam podłogę, obsługiwałam klientów, pomogłam przy rozpakowywaniu towarów. Dostałam nawet napiwek w wysokości 6$, co przeznaczę najprawdopodobniej na nową bluzkę, bo już nie mam w czym chodzić. Nareszcie była chwila wytchnienia! Usiadłam za blatem i wyciągnęłam z szuflady starą książkę. Miała ona bardzo poniszczoną okładkę, a kartki żółte jak ser. Akurat, kiedy główny bohater, miał oświadczyć się swojej ukochanej, jakaś grupa weszła do środka. Podniosła wzrok z nad stronic powieści i już chciałam krzyczeć, aby byli ciszej, kiedy zobaczyłam Go wśród innych. Jako jedyny miał niesforne brązowe loczki. Towarzyszyli mu jeszcze czterej inni mężczyźni. Jeden wyglądał jak aniołek, z tymi swoimi blond włosami, mulat sprawiał wrażenie macho, kolejny brunet, który wydawał się być najstarszy, oraz szatyn nie wyróżniający się z tłumu. Każdy miał na sobie drogie okulary słoneczne, które pewnie kosztowały więcej, niż ja dostaję za miesiąc pracy tutaj. Oprzytomniałam trochę i zwięzłym krokiem podeszłam do ich stolika. Przywitałam się z nimi, podałam im menu, poleciłam danie dnia i spokojnie zaczęłam zmierzać w kierunku mojego stanowiska przy biurku, kiedy odezwał się do mnie ten chłopak z loczkami. Spytał mnie tylko, czy mieszkam tu od urodzenia. Dziwne pytanie. Zazwyczaj ludzi bardziej interesuję, którędy do toalety, a nie moją biografia. Grzecznie dygnęłam i odpowiedziałam, że tak. Robota wykonana. Ten tajemniczy chłopak nie spuszczał ze mnie oczu, nawet kiedy czytałam. Co może być we mnie ciekawego? Po godzinie wszyscy oni skończyli już jeść i dobrze, bo za pięć minut do pubu przychodziła największa melanżeria. Szybko się przebrałam w moje domowe ubrania i kiedy miałam już wyjść, ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam głowę, aby zobaczyć kto ingeruje w moje prywatne życie. Zauważyłam tego chłopaka z loczkami. Spojrzał się na mnie i cicho powiedział:
- Rose?
- Skąd znasz moje imię? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie pamiętasz mnie? To ja, Harry. - I przez to krótkie zdanie, wszystkie bolące mnie wspomnienia odżyły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz