- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego tu jesteś. - pokiwałam w odpowiedzi głową, bo usta nadal miałam związane.
- Mam przyjaciółkę, która zaprzyjaźniła się z Harrym. Tak, on opowiadał o tobie. Albo wiesz co? Nagrałem ci, co on mówił podczas jednej z kolacji u mojej znajomej. - mężczyzna oddalił się trochę, tylko na chwilkę. Po dosłownie sekundzie wrócił ze srebrnym magnetofonem. Nie ruszałam się z miejsca. Niech się dzieję, co chce. Nagle jakby w ciemności uniósł się głos Harrego. Słychać było, że wcześniej napił się czegoś mocnego, bo lekko przeciągał. Ta zdzira to wykorzystała.
Ona : Harry, popraw loczki, bo spadają ci na oczy. Powiedz mi, dlaczego chcesz jechać akurat na wakacje do takiej wsi?
Harry : Bo wakacje, to rodzinyyy czassss.
O : Masz tam kogoś z rodziny? Myślałam, że wszyscy się wyprowadzili.
H : Nibyyy nie, ale chcę odwiedzić Rossssse.
O : Kto to Rose?
H : Przyjaciółka z dzieciństwa.
O : A ty ją lubisz lubisz, czy tylko lubisz?
H : Lubię lubię tylko ciebie, ona jest wieśniakiem. Prawda jest taka, że rodzice każą mi się z nią spotkać.
O : Lubisz lubisz mnie?
H : Tak
Ostatnie słowo, tak jakby zawisło w powietrzu. Aha, czyli nazwał mnie wieśniakiem. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się strasznie przykro. Do oczu napłynęły mi łzy. Ten gościu to wykorzystał, aby spróbować się do mnie dostać. Spytał przekonującym głosem :
- Wiesz, możesz się na nim zemścić. Chcesz? Wystarczy, że wydasz jego jakiś mały sekrecik i już. To co, wydasz go? - zapytał mnie. Burknęłam coś do chusty, bo jak mam niby gadać z zakneblowanymi ustami?
Na szczęście się zorientował. Jednych ruchem, boleśnie zdarł mi z usta taśmę.
- Teraz gadaj! - zawarczał na mnie.
- Wolałabym umrzeć! - krzyknęłam do niego, co chyba było głupotą z mojej strony. Mojego prześladowcę tylko bardziej to zezłościło.
- Przegięłaś ! Twój problem. Nie jesteś mi już do niczego potrzebna. Coś chcesz powiedzieć? Lepiej się przygotuj, bo to ostatnie słowa w twoim życiu. Albo wiesz co? Najpierw się zabawimy. - powiedział z obleśnym uśmiechem na twarzy. Podszedł do mnie i zaczął ściągać ze mnie ciuchy. Próbowałam kopać, wierciłam się, ale to go bardziej rozjuszyło . Zaczął całować mnie namiętniej. Wtedy usłyszałam klik zamka.
HARRY
Wróciłem z drinkiem na parkiet. Miałem już go podać Rose, tylko był jeden problem. Rose gdzieś zniknęła! Pierwsze co zrobiłem, to podbiegłem do Zayna i Perri, dowiedzieć się czy jej nie widzieli. Oboje pokręcili przecząco głową. Oddałem im nasze drinki i zacząłem latać, pytając każdego, czy nie widział słodkiej, średniego wzrostu, dziewczyny z krótkimi włosami. Nikt nie umiał mi odpowiedzieć, gdzie poszła! Nagle komórka zabrzęczała w mojej kieszeni. Ktoś ma tupet! W takim momencie nikt nie powinien pisać, tylko tego mi brakowało. Odruchowo odblokowałem smartfona. Ktoś z nieznanego numeru wysłał mi jakiś adres. Miałem złe przeczucia, że to właśnie tam, jest Rose. Szybko wybiegłem z pubu i kazałem szoferowi zawieść się pod podany adres. Cicho wszedłem do tego domu, bo drzwi były uchylone. Nikogo nie było w salonie i kuchni, za to jakieś szmery dobiegały z piwnicy. Stwierdziłem, że muszę się udać właśnie w tamtym kierunku. Drzwi do tajemniczego pomieszczenia były zamknięte na klucz. Na szczęście dały się łatwo wyważyć. To co zauważyłem w środku, przeszło moje najszczersze lęki. Rose siedziała goła, na byle jakim stołku. Jak nic ten gościu ją molestował. Spojrzała na mnie oczami pełnymi bólu. Wstąpił we mnie jakiś demon. Od razu podbiegłem i z całej siły walnąłem gościa w twarz. Usłyszałem trzask. Nos złamany. Jeszcze jeden cios i gościu stracił przytomność. Podałem Rose bluzkę i kiedy ją nałożyła, wziąłem ją na ręce i wybiegłem z tego domu. Włożyłem ją do limuzyny, karząc szoferowi jechać do szpitala, a sam zadzwoniłem na policję. Ktoś musiał dopilnować, aby ten gwałciciel trafił tam, gdzie jego miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz